Rozmowa z byłym prezydentem LECHEM WAŁĘSĄ

STRONA GŁÓWNA

 źródło: Dziennik Zachodni, 27.06.2003r

Rozmowa z byłym prezydentem LECHEM WAŁĘSĄ


Efekty były tak rewelacyjne, że myślałem, że jestem na jakichś prochach, no po prostu że oni tam sypią do herbaty narkotyki. Dopiero potem okazało się, że tak działają właściwe proporcje poszczególnych składników pożywienia, tłuszcz poprawia również nastrój

- Panie prezydencie, co pan jadł dzisiaj na śniadanie?

- Jajecznicę na maśle, ale bez białek. Same żółtka! Pyszności. Oczywiście bez chleba.

- Latem 1990 roku do pańskiego biura w Gdańsku zgłosił się szerzej nieznany lekarz z Ciechocinka, który powiedział pana współpracownikom, że chciałby spróbować pomóc Polsce i Polakom, którzy właśnie cieszyli się zwycięstwem nad komuną, i ofiarować im nowy sposób odżywiania się. Tym lekarzem był Jan Kwaśniewski, a pomysłem na dostatnie życie bez chorób była dieta optymalna. Piotr Nowina-Konopka, wówczas jeden z pana asystentów, odesłał Kwaśniewskiego z kwitkiem. Panie prezydencie, od kilku miesięcy jest pan na diecie optymalnej. Czy nie żałuje pan, że czekał z tym tak długo?

- Nigdy niczego nie żałuję, dlatego że mam świadomość niemożności zawrócenia czasu. Co się stało, to się nie odstanie i muszę się z tym pogodzić. Jak pan wie, w moim otoczeniu było wiele osób, których działania nie do końca mogły być przeze mnie akceptowane, które się myliły w swoich ocenach, tak że nasze drogi się rozchodziły. Ktoś wtedy popełnił błąd. Dziś mogę powiedzieć, że chyba byłbym teraz człowiekiem zdrowszym, w lepszej kondycji. A może nie tylko ja...

- Jakie są pana obserwacje z pierwszych miesięcy stosowania tej diety optymalnej?

- Rezultaty są bardzo obiecujące. Staram się być zdyscyplinowanym optymalnym, ale nie zawsze to jest możliwe. Właśnie wróciłem z dwutygodniowej, bardzo wyczerpującej podróży po Stanach Zjednoczonych i Anglii. Robiłem, co mogłem, aby nie odstępować od zasad żywienia optymalnego, ale czasem niestety musiałem robić odstępstwa. Oficjalne kolacje, spotkania. Wyobraża pan sobie Wałęsę grzebiącego w talerzu i odsuwającego niejadalne w tej diecie składniki?

- Kto jak kto, ale pan miał chyba najlepszą z możliwych opiekę lekarską. Zajmowali się panem znakomici profesorowie, najwybitniejsi lekarze polscy, japońscy, amerykańscy. I co?

- Jestem trochę niesfornym pacjentem. Czasem po prostu nie stosowałem się do ich zaleceń. Moi opiekunowie mogą więc powiedzieć tak: "Nas pan nie słuchał, a Kwaśniewskiego to pan słucha, tak nie można". Prawdę mówiąc od pół roku nie chodzę już do lekarzy. Próbuję tej diety i jestem bardzo zadowolony. Zresztą oni mnie nie zdołali wyleczyć z moich chorób, dokładali coraz więcej tabletek, a ja czułem się coraz gorzej.

- Środowiska medyczne nie są przychylne diecie bogatotłuszczowej.

- Trzeba je do niej przekonać. Wreszcie potrzebne są badania na ludziach. Poważne, przeprowadzone w klinikach, które rozwieją wszelkie wątpliwości. Sprawdzą, czy ta dieta jest korzystna czy nie.

- Wiosną tego roku najpoważniejsze pisma medyczne obiegła wiadomość, że w Stanach Zjednoczonych udowodniono, że chorzy eliminujący ze swoich jadłospisów węglowodany i zastępujący je tłuszczami mają wyższy poziomu cholesterolu dobrego HDL, który zapobiega miażdżycy i chorobom serca, niż osoby żywiące się w sposób tradycyjny. Przyznano wówczas rację propagatorowi tej diety w USA, doktorowi Robertowi Atkinsowi.

- Wcale mnie to nie dziwi. O tym, że trzeba eliminować z talerza cukry, przekonałem się na własnej skórze. A komu mogą zaszkodzić jajka, sery, śmietana, tłusty drób?

- Skąd dowiedział się pan o diecie Kwaśniewskiego?

- Przeczytałem ogłoszenie w gazecie. Długo się nie wahałem, powiedziałem żonie, że powinniśmy spróbować i tak trafiłem do Centrum Żywienia Optymalnego pana Mirosława Krzywickiego w Jastrzębiej Górze. Byliśmy tam tydzień, ale ja już po pierwszych trzech dniach wiedziałem, że coś w tym żywieniu jest. Miałem tak dobre wyniki, że samodzielnie odstawiłem wszystkie leki, a proszę mi wierzyć, że brałem ich naprawdę sporo. Niestety całkowicie przestałem przyjmować również insulinę.

- Jest pan chory na cukrzycę?

- To zaczęło się ponad dziesięć lat temu i wiązało się ze zmianą trybu życia. Przez 25 lat byłem robotnikiem, jako elektryk w stoczni więcej się ruszałem, byłem bardziej aktywny, ale potem większość czasu zacząłem spędzać w fotelu, no i zaczęło się. Do tego przyplątały się inne przypadłości, na przykład nadciśnienie. No więc po trzech dniach spędzonych w Centrum Żywienia Optymalnego zrobiłem sobie wszystkie badania. Poziom cukru jak u zdrowego człowieka, ciśnienie idealne, serce funkcjonowało doskonale, czułem się fantastycznie. Tak się zapaliłem do tej diety, że nie chciałem dalej truć się tabletkami i...

- Popełnił pan błąd, odstawiając insulinę, to musi się odbywać pod opieką lekarzy optymalnych, stopniowo.

- Dziś już o tym wiem, ale wtedy byłem w takiej euforii, że nie chciałem czekać ani dnia dłużej, to jest paskudna choroba i uciążliwa. Setki tysięcy osób w Polsce wiedzą, o czym mówię. Ja zachorowałem na nią w wieku 50 lat, a więc dość późno.

- Kto z pana rodziny zdecydował się również na dietę optymalną?

- Żona i siostra przestrzegają zasad żywienia optymalnego ściśle. Staramy się również, aby dzieci jadły zdecydowanie mniej węglowodanów, nie proponujemy im na przykład żadnych deserów. Dzieci, kiedy są w domu, łatwo kontrolować, ale przecież większość z nich ma swoje rodziny, więc nasz wpływ jest ograniczony. Moja żona Danuta, która też cierpiała na różne dolegliwości, czuje się bardzo dobrze, zresztą zaobserwowała poprawę już po kilku dniach w Jastrzębiej Górze.

- A propos, jak reagowali na obecność byłej głowy państwa pozostali pensjonariusze Centrum Żywienia Optymalnego?

- Byliśmy z żoną traktowani jak wszyscy pozostali goście, uczestniczyliśmy w wykładach, jedliśmy posiłki wraz z innymi, uważam, że byliśmy zdyscyplinowaną parą. Pojechałem do Centrum po to by, się przekonać, czym jest żywienie optymalne, na czym polegają prądy selektywne, jak dieta ta pomaga na poszczególne schorzenia, przez tydzień byłem skoncentrowany wyłącznie na swoim zdrowiu, jak łatwo się domyślić, przy moim trybie życia nie było to łatwe. Nie udzielałem wywiadów, odwołałem wszystkie spotkania, prawie nie odbierałem telefonów. Efekty były tak rewelacyjne, że myślałem, że jestem na jakichś prochach, no po prostu że oni tam sypią do herbaty narkotyki. Dopiero potem okazało się, że tak działają właściwe proporcje poszczególnych składników pożywienia, tłuszcz poprawia również nastrój.

- Na świecie stan zdrowia głów państw i byłych przywódców budzi zrozumiałe emocje. W Polsce liderzy życia politycznego mówią o tym niechętnie, pan nie jest tu wyjątkiem. O tym, że Lech Wałęsa ma problemy zdrowotne, nie mówiło się publicznie.

- Trudno się dziwić temu, że ludzie interesują się stanem zdrowia przywódców, bo przecież te informacje mogą być wykorzystane w walce politycznej. I takich przykładów jest wiele. Najważniejsze stanowiska w państwie wymagają dobrego zdrowia i pełnej dyspozycyjności, dlatego otoczenie tych ludzi bardziej ukrywa niż podaje do publicznej wiadomości niektóre fakty. Tak było we Francji, gdzie przez wiele lat skrzętnie skrywano prawdę o ciężkiej chorobie Francois Mitterranda. Sam zaobserwowałem to w czasie kilkakrotnych spotkań z francuskim prezydentem. Ronald Reagan zachorował już po zakończeniu swojej kadencji i zachował się moim zdaniem niezwykle dzielnie, przemówił do narodu, powiedział całą prawdę prosząc, by trzymali za niego kciuki.

- Kilkaset tysięcy optymalnych w Polsce, kiedy dowie się o tym, że Lech Wałęsa jest jednym z nich, powie z nadzieją: "No, może teraz wreszcie coś się ruszy, może wreszcie oficjalna medycyna zanim skrytykuje i potępi ten sposób na życie, sprawdzi to i zweryfikuje szkodliwe poglądy".

- Badania są potrzebne bez dwóch zdań. Gdyby dieta Jana Kwaśniewskiego była nic nie warta, nie miałaby tylu zwolenników. "Nie uwierzę, dopóki nie sprawdzę" - pomyślałem kiedyś. Przekonałem się, sprawdziłem i twierdzę, że to jest dobra alternatywa dla innych sposobów odżywiania się i ze wszystkich sił będę wspierał tę dietę. Pan wie, że ja zawsze mówiłem prawdę, czasem bolesną, i miałem z tego powodu mnóstwo kłopotów i nie inaczej jest teraz. Wierzę, że to ludziom pomaga.

- A dieta Kwaśniewskiego. Aleksandra. Słynna zupa kapuściana?

- Kapusta jest dobra dla czerwonych, ja bym tego nie wziął do ust.

- Ulubiona potrawa w diecie optymalnej?

- Zupa szczawiowa z żółtkiem albo żuuuurek z kiełbasą (pełny uśmiech), palce lizać. Boczek gotowany i wędzony, wspaniałości, a smalczyk taki świeżutki.

- Jak pan się odżywiał w młodości?

- Jestem rocznikiem wojennym - 1943. W czasach mojego dzieciństwa i młodości panowała dość powszechnie bieda. Nie było mowy o tym, żeby żywić się optymalnie. Ale nie powiem, słoninę lubiłem, poza tym ryby, mleko. Słonina wędzona na trzy palce... Teraz takiej już nie można nigdzie kupić, bo tuczniki karmi się byle czym, byle przybierały na wadze. Może i one powinny przejść na dietę optymalną?

- Były kanclerz Niemiec Helmut Kohl od lat cierpi na otyłość. Liczne grona profesorskie próbowały temu zaradzić, stosowano wielodniowe głodówki, specjalne diety wegetariańskie, i nic, kanclerz tył i tył.

- Wie pan, że mnie to nie dziwi. Poczciwi ludzie próbują różnych sposobów, uczeni są zaś tak pewni swego, że nie są w stanie zwątpić w fakty, które są przyjmowane powszechnie. I mamy tego efekty. Ta dieta jest kwestionowana przez lekarzy, jest zwalczana przez oficjalną medycynę, koncerny farmaceutyczne, producentów żywności, słodzonych napojów, słodyczy, lodów, warzyw i owoców. Przecież tu w grę wchodzą miliardy złotych. Chorzy wydają na leki fortuny, a przecież sam widziałem, jak ludzie po kilku dniach odstawiali medykamenty, które zażywali latami. Wydajemy miliony złotych na dopłaty do insuliny, choroby kosztują nas gigantyczne pieniądze. I ktoś na tym zarabia, a grabarze się cieszą. Ja sam szybko i bez głodowania, jedząc to, co lubię, straciłem 9 kilogramów i odstawiłem większość leków.

- Wygląda pan doskonale.

- Mam metr siedemdziesiąt, przed podjęciem tej diety ważyłem ponad 90 kilo, chcę jeszcze zrzucić przynajmniej 10 kilo. Myślę, że nie będzie problemów, tylko muszę być zdyscyplinowany.

- Próbowali panu pomóc lekarze japońscy. Dieta japońska uważana jest za jedną z najlepszych na świecie i doktor Kwaśniewski wyraża się o niej z uznaniem. Chodzi zwłaszcza o doskonałe białko i tłuszcze morskich ryb. Łososia, halibuta, dorsza.

- Japończycy żyją dłużej niż my, stąd wniosek, że chyba żywią się lepiej. Ale przecież i oni nie unikają mięsa, jedzą dużo warzyw.

- Pan Kokoszka, słynny restaurator, który od lat organizuje wszystkie przyjęcia w rodzinie Wałęsów, nie był chyba zachwycony tym, kiedy pan powiedział - koniec z deserami, ciasteczkami, owocami?

- Kokoszce też przydałaby się dieta optymalna i sam go na nią namawiałem. Niewykluczone, że się do niej przekona. Na razie przygotowując tradycyjne przyjęcie imieninowe w moim domu podał więcej jaj, wędlin, ale były też słodkości. Optymalni, jeżeli tacy byli na moim przyjęciu, na pewno mogli znaleźć coś dla siebie. Ale nic na siłę, w końcu nie mogę narzucić trzystu osobom moich upodobań.

- A pana współpracownicy? Czy oni próbują naśladować szefa?

- Zwolenniczką diety jest pani dyrektor mojego biura. Dziecko pani mecenas cierpiało na ciężką chorobę i było leczone pokarmami zawierającymi duże ilości tłuszczu. Dodam, że terapia okazała się skuteczna.

- Ruch optymalnych to potężna organizacja, zrzeszająca tysiące osób. Zapowiedział pan start w wyborach prezydenckich, liczy pan na ich poparcie?

- A czemu nie? Poznałem tych ludzi, jestem jednym z nich.

Rozmawiał:

MAREK CHYLIŃSKI

Wywiad został przeprowadzony w Gdańsku, w sobotę 21 czerwca.

źródło: Dziennik Zachodni, 27.06.2003r
 

   STRONA GŁÓWNA

 

    

                                                                     

 

Wierzę że dla większości Polaków na całym świecie choinka jest wielką tradycją..
Z okazji zbliżajacych się Świąt i Nowego Roku 2011,
Życzę, wspaniałego pełnego zdrowia szczęścia i spełnienia wszystkich nadzieji Nowego Roku.
Niech miłość, rodzina, zdrowie i przyszłość będzie naszym mottem celem marzeniem i spełnieniem.
Grażyna Zaremba z rodziną